Życie jest kompletne takie, jakie jest w tym momencie

Bajkowy Shrek – jak cebula – ma warstwy. Detoks w Klinice też jest wielowymiarowy. Wiele osób przyjeżdża z dość jednostronnym rozumieniem detoksu jako odtrucie organizmu za pomocą diety. Tymczasem już pierwszego dnia Pani burzy ich wyobrażenie…

I tak, i nie. Wszystko zaczyna się i kończy na jelicie, jak mówią medycyna chińska i ajurwedyjska. To są nasze korzenie. Jeżeli tam nie będzie porządku, to nie da się utrzymać zdrowia. Więc dieta, to, co jemy, musi być w pierwszym rzędzie usprawnione, żeby oczyścić i pobudzić kubki smakowe, o czym rozmawiałyśmy ostatnio. Nasz organizm nie potrzebuje zewnętrznych doradców, jeśli działa prawidłowo. W związku z tym, że jadamy bardzo przetworzone rzeczy, nasze kubki smakowe, które podpowiadają czego nam potrzeba, przestają dobrze działać i ten detoks służy przywróceniu ich prawidłowej funkcji. To najbardziej podstawowa warstwa tego detoksu. Stosujemy m.in. zioła, przyprawy, odpowiednio skomponowane warzywa, żeby usprawnić funkcje wątroby, nerek i przewodu pokarmowego w ogólności, ale one nie są najważniejsze. Bo co nimi kieruje? To warstwa wyżej – autonomiczny układ nerwowy, którego działanie powoduje reakcje niezależne od naszej woli, czyli na przykład wydzielanie soku żołądkowego lub ruchy perystaltyczne jelit. 

Więc skupianie całej uwagi na tym, by znaleźć produkty od lokalnego rolnika, nie do końca ma sens?

Choć to radykalne stwierdzenie, to trochę tak jest. W swojej praktyce lekarskiej wcale nie tak rzadko spotykam osoby bardzo uświadomione w kwestii zdrowego odżywiania, które stosują np. diety makrobiotyczne, wegetariańskie, wegańskie i mają problemy z jelitami. Bo jeden aspekt to dostarczanie wysokiej jakości pożywienia, ale drugi to trawienie. Jeśli układ nerwowy nie będzie dobrze pracował, to strawiony pokarm nie jest odpowiednio wchłaniany, rozprowadzony i dostarczony, gdzie trzeba. Więc oczywiście – jakość pokarmu jest bazą, ale nie jedyną warstwą tej bajkowej cebuli, którą przywołała Pani na początku. Dlatego elementem naszych programów detoksu są zajęcia z jogi i oddychania, które pomagają doświadczyć spokoju w układzie nerwowym.

Układ nerwowy, jak się spodziewam, ma swojego nadzorcę?

Oczywiście nie jest izolowany, jest zarządzany z kolei przez emocje i otoczenie. Emocje dyktują sposób pracy układu trawiennego. Nasze reakcje na sytuacje programowane są mnóstwem czynników: wartościami rodzinnymi i kulturowymi, religią, okresem prenatalnym, narodzinami, wychowaniem w okresie dziecięcym i życiem przodków. To wszystko tworzy program, który determinuje nasze reakcje w sytuacji stresu. Stres jest taki sam dla wszystkich, ale każdy na daną sytuację reaguje inaczej – jeden ucieka, drugi się zmierzy, trzeci się zastanawia, ile może w danej sytuacji zrobić, jakie może ponieść ryzyko itd. Pracując z takimi programami również pośrednio wpływamy na układ trawienny. 

Jak się pracuje z tak głęboko zakorzenionymi reakcjami?

Pracujemy z uczestnikami nad nazywaniem emocji, również ich wyrażaniem poprzez rysowanie i gry, stosujemy też terapie z ciałem – zajęcia z jogi, refleksoterapię, masaż shiatsu, terapię czaszkowo-krzyżową – które pogłębiają detoks, udrażniają meridiany i polepszają pracę z układem nerwowym. Te programy są zakodowane w naszych komórkach, dlatego też czwartego dnia detoksu przeprowadzamy sesję oddechową, która uwalnia te informacje na poziomie komórkowym.

W słowie powitalnym mówi Pani o tym, że każdy z nas jest odzwierciedleniem wszechświata i jako ten wszechświat jesteśmy totalnie uzależnieni od pięciu elementów: ziemi, wody, powietrza, przestrzeni i ognia. Składamy się w 72% z wody, więc woda ma ogromne znaczenie. Tylko czy pita z butelki, w dodatku plastikowej? 

O tym nawet nie wspomnę, ale często jest mocno mineralizowana i w nadmiarze powoduje powstawanie kamieni. Najlepiej pić wodę źródlaną, jak to robimy podczas detoksów. Ważne jest picie wody jak najwięcej, dobrej jakości. Dla oczyszczenia najlepsza pora to poranek. Gdy wstajemy, warto wypić 1-2 szklanki wody. I nie popijamy jej przez cały dzień małymi łyczkami, bo tak przyjmowana nie oczyszcza, tylko zostaje w organizmie. 

Jakość wody oczywiście ma znaczenie, ale to, co jest najbardziej istotne w kontekście wody, to jej zdolność przekazywania energii. W Indiach mieliśmy w domach specjalne miejsce przeznaczone dla wody. Woda z głębin była trzymana w specjalnych naczyniach z gliny, srebrnych lub miedzianych. Zawsze była osoba odpowiedzialna za modlitwę nad wodą oraz za czystość. Woda to nie tylko woda, to również medium, przenoszące energię, co zostało udowodnione eksperymentalnie. Dlaczego w każdej kulturze, gdy wchodzimy do świątyni, podaje się poświęconą wodę? Dlatego, że woda przyjmuje energię modlitwy i praktyk duchowych, i przekazuje nam. 

A pozostałe elementy? Jakie mają znaczenie?

Ziemia to pokarm, o czym mówiłyśmy na początku. Dodam tylko, że im bardziej świeże produkty i dania, tym lepsze, bo jakość i świeżość diety naprawdę dużo może zmienić.

Powietrze czyli oddech, od którego zależy jakość metabolizmu. Bardzo dużo osób nie ma kontaktu z własnym oddechem, a to najprostsza rzecz, jaką możemy zrobić dla prawidłowej przemiany materii. Na ten aspekt zwracamy bardzo dużo uwagi podczas naszych programów.

Ogień to pewnie emocje…

Tak. I ważny jest nie tyle rodzaj emocji, ile ich adekwatność do sytuacji. W kulturze zachodniej zawsze mówiono o dobrych emocjach. Uważam, że wszystkie emocje są właściwe i potrzebne. Problem rodzi się dopiero wtedy, gdy za długo nosimy w sobie smutek lub złość, gdy pielęgnujemy te emocje w sobie i ciągle wracamy do sytuacji, która je wywołała. Wtedy ogień życia, w tym również trawienny, słabnie. 

Tych pięć elementów tworzy nas na poziomie fizycznym, ale niezbędne jest coś, co nimi porusza, co powoduje, że się łączą i tworzą człowieka. 

Coś, co porusza tym ciałem, ta iskra życia, różnie nazywana jest w różnych kulturach: hinduska prana, chińska chi czy hawajska mana, Bóg, Wszechświat, źródło życia. Każda z tych starszych kultur wiedziała, że wszystko się dzieje dzięki jakiejś niewidzialnej sile. Współczesne życie powoduje, że nie mamy kontaktu z własnym centrum – źródłem życia. A gdy się połączymy świadomie ze swoim źródłem, trudne sytuacje życiowe nie zachwieją nami. Przywróceniu tego kontaktu służą medytacje. 

Czy to jest coś, nad czym można pracować nad sobą w ramach detoksu, taka ostatnia warstwa? 

W naszym programie widzimy człowieka jako całość, bo nie jesteśmy jedynie ciałem i umysłem. Zwracamy uwagę również na wyższą inteligencję, coś, co nas łączy. System jogi, w tym w szczególności pranajama, odnosi się do prany, i dzięki nim można doświadczyć tego, co w nas duchowe i często znaleźć odpowiedzi na do tej pory nierozwiązywalne problemy. Spojrzenie jakby „z innej warstwy” daje szerszą perspektywę.

Czy pięć/sześć dni to nie za krótki czas na przebijanie się przez wszystkie warstwy?

Nie o to chodzi, żeby każdy doświadczył wszystkiego na raz i dotarł w to samo miejsce, gdyż nie jest to możliwe. Każdy wyrusza w tę podróż z innego miejsca i w innej warstwie doświadcza czegoś dla siebie ważnego. Różnych mamy uczestników – właściciele firm, zarządzający, psychoterapeuci, dietetycy, nauczycielki jogi – i każdy z nich bierze tyle, na ile jest gotowy. To co jest wspólne, to efekt: podczas spotkania podsumowującego każdy podkreśla, że dostał to, po co przyszedł. 

Nawet jeśli przyszedł kolejny raz?

Oczywiście. Kolejny raz startują z innego miejsca, zmieniają się też ich oczekiwania, ale niezmiennie dostają to, czego poszukują. Nikt nie otrzyma ani więcej niż jest w stanie strawić, ani mniej. Życie jest kompletne takie, jakie jest w danym momencie.

[yuzo_related]

Kategorie: