Dr Preeti Agrawal – wywiad o depresji

WHO uznała depresję za jeden z pięciu najpoważniejszych problemów zdrowotnych na świecie. Przerażająca statystyka.

Uważam, że depresja jest wynikiem tego, w jaki sposób żyjemy. Ale główny problem z tą chorobą polega na tym, że trudno ją zmierzyć. Nie mamy narzędzi badawczych, które mogłyby nam na nią jasno wskazać. Diagnozę stawia się na podstawie wywiadu, ale to bardzo subiektywna sprawa. Nie można powiedzieć: masz depresję, tak jak mówimy: masz anemię czy chore nerki. A na depresję choruje coraz więcej ludzi. W Niemczech ostatnio widziałam wielkie kliniki specjalizujące się tylko w leczeniu depresji. Odnoszę wrażenie, że im bogatszy kraj, tym więcej ludzi na nią choruje. Człowiek staje się coraz bardziej samotny, coraz bardziej skupiony na pracy. W kulturach, które żyją prościej, w mniejszym pośpiechu i napięciu, ten problem występuje marginalnie.

 

Dlaczego depresja dotyczy głównie kobiet? Chorują one dwa razy częściej niż mężczyźni.

Na całym świecie, pod każdą szerokością geograficzną, kobietom powtarza się, by nie okazywały złości i gniewu. Uczy się nas bycia miłymi, grzecznymi, nie pozwala pokazywać, co naprawdę czujemy. Mamy być uśmiechniętymi damami. Całą stłumioną złość kierujemy do wewnątrz. I to właśnie powoduje depresję. Żeby żyć zdrowo na poziomie emocji, trzeba zaakceptować siebie w pełni. Poczuć swoje negatywne emocje np. zazdrość, złość, gniew i w odpowiednich sytuacjach wyrażać je tak samo, jak wyrażamy uczucia pozytywne. Dzięki depresji otrzymujemy wyraźny sygnał, że czas na zmiany. To znak od ciała, że coś nas blokuje, nie pozwala nam się realizować. Kiedy jesteśmy uczciwi wobec siebie, akceptujemy się w pełni i dajemy prawo do przeżywania złych emocji, depresja nie ma szans.

 

Czyli uważa pani, że teorie o niedoborach estrogenów, progesteronu, serotoniny i innych zaburzeniach hormonalnych, czy też niewłaściwie działających neuroprzekaźnikach, a co za tym idzie – leczenie depresji farmaceutykami, jest leczeniem objawowym, nie docierającym do źródła problemu?

Dokładnie. Ale kiedy choroba jest rozwinięta, a chory przestał o siebie dbać, ma problemy ze snem, z jedzeniem (albo nie je, albo je za dużo), przestaje wykonywać swoją pracę i izoluje się od ludzi, można mu na początku pomóc lekami, żeby wróciła radość i chęć do życia. Im wyższy poziom serotoniny w mózgu, tym więcej człowiek ma radości życia. Ale ta choroba wynika z cech osobowości, więc trzeba szukać jej przyczyn głębiej. Badania mówią, że u chorych, którzy leczyli się tylko objawowo, w ciągu trzech latach od odstawienia leków depresja wraca. Zmiany biochemiczne, które pojawiają się w trakcie choroby związane są z naszym otoczeniem i sposobem, w jaki sobie z nimi radzimy. Nic się nie dzieje bez przyczyny.

 

Czytałam, że najwięcej zachorowań na depresję przypada na 30 i 60 rok życia.

Z moich obserwacji wynika, że depresja pojawia się w bardzo różnym wieku. Często chorują nawet młode kobiety, które stają w życiu przed ważnymi wyborami, dokonują jakichś istotnych zmian. Depresja to pewien rodzaj ucieczki przed światem, emocjonalne zamrożenie, wycofanie. Na przykład zauważyłam, że choruje na nią wiele dziewcząt, których rodzice się rozwodzą.

 

Czy z ciała kobiety płyną jakieś sygnały, które mogłyby wyraźnie wskazywać na depresję?

Często pojawiają się zaburzenia miesiączkowania, ale jako ginekolog nie mogę powiedzieć, że kobiety z depresją mają jeden konkretny, wyraźny problem natury ginekologicznej.

 

A depresja poporodowa?

Może pojawiać się, kiedy ciało jest zbyt mocno obciążone różnymi obowiązkami, zbyt wieloma zadaniami. Brak snu, silny stres i – co ważne – poród, który nie przebiegł zgodnie z oczekiwaniami kobiety, czy też brak wsparcia ze strony najbliższych sprawia, że pojawia się choroba. Innym powodem depresji poporodowej jest zła relacja z ojcem dziecka, bardziej widoczna w sytuacji stresowej, jaką jest dla młodych rodziców noworodek w domu. Kiedy kobieta nie jest dość silna, by poprosić o pomoc czy wyrazić swoje prawdziwe uczucia, ciało broni się przed światem samo.

 

To poważny problem, bo dotyczy nawet jednej czwartej młodych matek.

Mam wrażenie, że w dużej mierze może wynikać z niezrozumienia ich potrzeb. Kultura Wschodu otaczała matki po porodzie troskliwą opieką, zostawiając jej jedynie opiekę nad noworodkiem. Kobiety nie zajmowały się gotowaniem, sprzątaniem i robieniem zakupów, wysypiały się, miały czas na regenerację po trudach porodu. Powoli odzyskiwały siły. Rozumiano, że to bardzo trudny etap przejściowy do nowego życia, więc je wspierano. Na Zachodzie od kobiet bardzo wiele się wymaga i zostawia je samym sobie. Do tego silna „medykalizacja“ porodu jeszcze pogłębia złe samopoczucie. Kobiety, które rodziły naturalnie, z radością, mają bardzo wysoki poziom oksytocyny. Naturalny, fizjologiczny i dobrze przeżyty poród jest jak parasol ochronny. 

 

Kobiety z depresją poporodową spotykają się z dużym niezrozumieniem. Wmawia się im, że macierzyństwo to najpiękniejsze, co je może spotkać. Kiedy się nim nie cieszą jak należy, traktuje się ich przygnębienie jak fanaberie.

Wynika to z postrzegania człowieka jedynie jako ciała. Nie widzi się, że człowiek ma przeszłość, żyje w określonych warunkach. Nasze emocje są uzależnione od bardzo wielu spraw. Trudno wymagać od matki, która ma piąte dziecko z alkoholikiem, żeby cieszyła się macierzyństwem. Nie ma jednych kryteriów, jednej miary, którą można by przyłożyć do wszystkich kobiet.

 

Naukowcy biją na alarm – liczba depresji poporodowych rośnie.

Wynika to z coraz poważniejszych i coraz częstszych ingerencji w poród naturalny. Dlatego nie można  wykluczyć,  że  coraz  więcej młodych mam będzie  się zmagać  z depresją poporodową

 

Zdarza się, że depresja pojawia się także w ciąży.

Jeśli mam pacjentkę, która w przeszłości chorowała na depresję i planuje ciąży, zalecam specjalne przygotowania przed poczęciem. Ważna jest rozmowa z partnerem i zapewnienie z jego strony, że otoczy kobietę troską, da jej wsparcie, zdejmie z jej barków nadmiar obowiązków. Zmęczenie zwiększa ryzyko zachorowania na depresję, tak samo jak huśtawka hormonalna. Profilaktyka jest najlepszym lekarstwem. Najlepiej zapobiec chorobie, zanim się pojawi. Nie trzeba wtedy sięgać po leki, których działanie nie jest obojętne dla dziecka.

 

Czy podczas brania antydepresantów można karmić piersią?

Substancje zawarte w lekach przenikają do mleka matki, wskutek czego układ nerwowy dziecka nie rozwija się tak, jak powinien. Poza tym, jak już mówiłyśmy – leki tylko tłumią objawy, nie docierają do sedna choroby.

 

Teoria Melanie Klein mówi, że skłonność do depresji  tworzy się w pierwszym roku naszego życia. Jeśli mamy matkę pełną złości, gniewu, i uczucia te dominują nad miłością, to później chorujemy.

Tak, ale mówimy o złości nie wyrażanej wprost. W pierwszym okresie życia emocje matki karmią nasz układ limbiczny. Matka emocjonalnie chłodna, nie okazująca uczuć, zamknięta w sobie, ma ogromny wpływ na nasze życie, zwłaszcza w okresie prenatalnym i w pierwszym roku życia, kiedy kształtują się struktury naszego mózgu.

 

Inne badania mówią, że część dziewczynek, których matki chorowały na depresję w czasie ciąży, też w przyszłości w czasie ciąży zachoruje na depresję. Wiemy, że tak jest, naukowcy jednak nie poznali jeszcze mechanizmu, dlaczego tak się dzieje.

Zgadzam się z tą teorią. Depresje, stany lękowe  – mam kilka takich pacjentek. Z rozmowy z nimi wynika, że mają dobre życie i nie ma powodów, dla których miałyby się czegokolwiek bać. Ich ciąże przebiegają wzorowo, są w dobrych relacjach z najbliższymi, mają ustabilizowaną sytuację zawodową i finansową. Same nie rozumieją, dlaczego czują to, co czują. W takich przypadkach zalecam im rozmowę z własną matką, by dowiedziały się, jak przebiegała ich ciąża. Czy się czegoś bały? Co się wydarzyło, kiedy były w ciąży? Teoria o dziedziczeniu lęku się potwierdza. To, czego doświadczyłyśmy w łonach naszych matek uaktywnia się, kiedy same jesteśmy w ciąży. Praca z psychiką pacjentek jest częścią mojej praktyki.

 

A hormony? Mówi się, że niektóre pigułki antykoncepcyjne sprzyjają rozwojowi depresji.

Niski poziom estrogenu rzeczywiście sprzyja depresji, co widać po częstych zachorowaniach wśród kobiet w wieku okołomenopauzalnym. Wysoki poziom estrogenu zwiększa poziom serotoniny. U osoby, która już ma problemy, niski poziom tego hormonu może pogłębić objawy depresji. Dlatego hormonalna terapia zastępcza w takim przypadku ma sens. Dobrana indywidualnie do potrzeb konkretnej pacjentki może jej pomóc. Trzeba być jednak bardzo ostrożnym, żeby nie odnieść skutku odwrotnego od zamierzonego: syntetyczne progestageny, występujące w hormonalnej terapii zastępczej, mogą sprzyjać depresji. Na szczęście bioidentyczny, roślinny progesteron, dostępny na rynku, nie ma takich skutków ubocznych. Wybór właściwej terapii jest bardzo istotny.

 

Istnieją naturalne metody, którymi można sobie pomóc?

Regularne ćwiczenia fizyczne podnoszą poziom endorfin. Alkohol, który chwilowo przynosi ulgę, tłumiąc nasze prawdziwe uczucia, na dłuższą metę tylko pogarsza sprawę, wpływa na cały układ hormonalny, rozregulowując go, więc koniecznie trzeba z niego zrezygnować. Kawa, cukier – działają tak samo, wpływając na poziom hormonów i wydzielanie insuliny. Stabilny poziom serotoniny tworzymy zdrową, zbilansowaną dietą. Produkty, które powoli uwalniają cukier, mogą być w leczeniu depresji dużym wsparciem. Bardzo pomaga też witamina B6, C i magnez. Udowodniono również, że dziurawiec, zażywany cztery razy dziennie, także podnosi poziom serotoniny. Korzystna jest suplementacja preparatami zawierającymi prekursor dopaminy – tryptofan.  Pomocna może być także akupunktura, akupresura, masaże, refleksjologia stóp i twarzy.

 

A depresja sezonowa? W zimie zazwyczaj oświetlamy wnętrza światłem o sile 500 luksów, a w letni, słoneczny dzień dostarczamy ich sobie aż 100 000. Trudno nie wpaść w zimie w depresję.

Ten rodzaj depresji pojawia się w okresie jesienno – zimowym u części osób, które przeżywają  problemy emocjonalne, albo wykazują skłonność do depresji. Kiedy są przemęczone, niedospane, a na zewnątrz jest za mało światła, łatwo wpadają w depresję lub stany przygnębienia. Osobom, które mają tendencje do pogorszenia nastroju w tym czasie, zalecam przygotować się wcześniej, żeby do niego w ogóle nie dopuścić. Warto stworzyć sobie program profilaktyczny i zacząć go wprowadzać w życie już na początku października. Ważne jest codzienne przebywanie na świeżym powietrzu, także podczas brzydkiej pogody. Zazwyczaj, kiedy dnie są krótkie, czas gdy jest jasno spędzamy w pracy. Można spróbować znaleźć choćby pół godziny na spacer w świetle dziennym. Wykonywać ćwiczenia fizyczne trzy razy w tygodniu, zrezygnować z cukru i alkoholu, stosować suplementację i pic regularnie napar z dziurawca. Depresji sezonowej możemy w  ten sposób uniknąć.

Statystyki mówią, że tu znów kobiety cierpią bardziej: wśród chorych jest 80% kobiet i tylko 20% mężczyzn. Myślałam, że to kwestia hormonów.

Depresja mówi do nas, że czegoś pragniemy, ale czasem nie umiemy tego nazwać  i tym samym nie możemy zrealizować swoich pragnień. Prawdziwa przyczyna depresji może być poznana przez psychoterapię, dogłębną analizę naszych myśli i uczuć. Najpierw zawsze są myśli, dopiero później w odpowiedzi na te mysli , wytwarzane są hormony. Sposób myślenia: jestem kobietą, mam takie a nie inne hormony, więc mam depresję – jest błędne. Naprawdę uważam, że najważniejsze są tu przyczyny społeczne, nie pozwalające kobietom korzystać z wszystkich emocji. Na całym świecie źle widzi się kobiety, które potrafią się buntować, głośno i wyraźnie mówić „nie” i iść za głosem swojego serca. Ale sądzę, że każdy przypadek należy rozpatrywać indywidualnie, bo każdy z nas ma inne doświadczenia życiowe. Jedno jest pewne – każdy rodzaj depresji należy traktować jako podpowiedź, jako znak, że nadszedł czas na zmiany. Ciało jest mądre, mówi do nas w ten sposób o czymś ważnym. Depresja budzi nas do prawdziwego życia, do życia z sensem. To cierpienie ma nas mobilizować do życia w harmonii. 

Podziel się ze znajomymi
Share on FacebookShare on Google+Email this to someonePrint this page