Pacjent to więcej niż suma narządów – wyzwanie dla sztuki medycznej

Pacjent to więcej niż suma narządów – wyzwanie dla sztuki medycznej

Zdrowie to zdecydowanie więcej niż tylko brak choroby. Gdy jesteśmy zdrowi, wszystkie funkcje i systemy w ciele są harmonijnie zbalansowane i połączone – ze sobą i środowiskiem zewnętrznym. W tym stanie równowagi nasze mechanizmy obronne i system odpornościowy dadzą radę z każdym wyzwaniem, jakie przynosi codzienność, niezależnie od tego, czy chorobę wywołują bakterie, środowisko czy stres.

Dr John Lee z Kalifornii pisze: „Większość specyfików bez recepty i prawie wszystkie przepisywane medykamenty jedynie maskują symptomy i niemal nigdy nie sięgają przyczyn powstania obecnych problemów”. Nie chodzi o to, że złe jest leczenie objawów, ale błędem byłoby sądzić, że poprzez eliminację objawów dotrzemy do sedna problemu.

Zdrowie zależy od trzech wzajemnie ze sobą powiązanych czynników. Pierwszy z nich to system strukturalny składający się z mięśni, kości, wiązadeł, nerwów, systemu krwionośnego oraz organów i ich funkcji. Drugi z czynników to procesy biochemiczne, polegające na wchłanianiu i wykorzystaniu składników odżywczych oraz eliminacji odpadów, wraz ze skomplikowanymi relacjami biochemicznymi, które są kluczem do funkcjonowania komórek i zdrowia. Trzeci czynnik to umysł, emocje, związki oraz duchowy wymiar każdej osoby. Jeśli wymienione czynniki oddziałują na siebie wzajemnie się balansując, jesteśmy zdrowi. Jednak kiedy w którymś z nich brakuje harmonii lub nie ma jej we wzajemnych relacjach pomiędzy nimi, wtedy rozwija się choroba.

„Złe samopoczucie w pionie”

Coraz więcej ludzi narzeka na brak witalności i/lub cierpi z powodów chorób trudnych do zdefiniowania. Współcześnie większość dorosłych i wiele dzieci choruje na alergie, narzeka na bóle głowy, brak energii, nadmierne zmęczenie, różne problemy z trawieniem i oddychaniem oraz różne zaburzenia na tle emocjonalnym. Odczuwają oni to, co dr filozofii Jeffery Bland z Washingtonu nazywa „złym samopoczuciem w pionie” co oznacza, że nie są na tyle chorzy, aby położyć się do łóżka (wtedy przeszliby do stanu „choroby w poziomie”). Uważają się za „normalnych”, ponieważ większość ludzi, których znają, żyje z podobnymi dolegliwościami. Wszyscy ci ludzie korzystają z ograniczonych możliwości środków chemicznych, takich jak środki uspokajające, przeciwdepresyjne, przeciwbólowe i leki przeciwzapalne, które przepisywane są bez większej refleksji, podczas gdy ich efekty uboczne tylko dopisują się do listy przypadłości, na które cierpią.

Homeostaza

Gdy jesteśmy zdrowi i jesteśmy narażeni na infekcje, nasz system immunologiczny poradzi sobie z zagrożeniem. Ta naturalna tendencja ciała do uzdrawiania siebie jest znana pod pojęciem homeostazy. Gdy homeostaza wzywana jest do akcji w przypadku kryzysu, jej działalność jest odczuwana jako „symptomy choroby”. Na przykład, gdy jesteśmy narażeni na infekcje, ciało może podjąć intensywne działanie zmierzające do wyleczenia, które skutkuje gorączką. Innymi słowy, w normalnych warunkach ciało będzie próbowało uzdrowić się samodzielnie, a symptomy pozwolą na zidentyfikowanie  jaki typ procesu uzdrawiania ono podjęło. Niestety lekarze i pacjenci zamiast respektować ten naturalny homeostatyczny proces, próbują aktywnie tłumić symptomy samonaprawiania. Takie podejście jest deklaracją, że my – lepiej od naszej wewnętrznej inteligencji ciała – wiemy co robić. Żeby utrzymać się w dobrym zdrowiu  ważne jest aby pamiętać, że wiele z objawów jest dowodem na trwający proces samoleczenia.

Naprawa lub walka

Medycyna zapomina o całym człowieku w swoich próbach leczenia poszczególnych części ciała. Podejście nowoczesnej zachodniej medycyny można rozpatrywać w kategoriach wojny. Według niej choroba jest inwazją wrogów, a leczenie jest ukierunkowane na rozwój „magicznych pocisków” w postaci leków i szczepionek w celu wyeliminowania wroga. Mamy do czynienia z nieudaną „wojną z rakiem”, zabijającą komórki radioterapią, chemioterapią, proliferacją antybiotyków, wzrostem liczby zabiegów chirurgicznych, z których wszystkie ostatecznie są szkodliwe dla organizmu, jeśli nawet u ich podstaw leży próba przywrócenia zdrowia.

Bardziej użyteczne a mniej szkodliwe byłoby naprawianie –  nie wojna. Konwencjonalna medycyna stawia niestety na wojnę.

Mamy specjalistów od narządów – kardiologów, nefrologów, urologów itp., co zmusza ich do skupienia się na jednym organie, jak gdyby ten organ funkcjonował samodzielnie, niezależnie od wszystkich innych. Zresztą nawet choroby nazywamy w tej konwencji, poprzez organy, w których pojawiają się symptomy np. zapalenie stawów, zapalenie jelita grubego, zapalenie pochwy, choroby serca, nowotwory płuc itd. Niestety to odwraca uwagę od rzeczywistego powiązania wszystkich części naszego ciała i pełnej dynamiki sił życiowych. Nic dziwnego, że nasz system medyczny nie ma zbyt wiele do powiedzenia w kwestii holistycznej koncepcji zdrowia.

Koncepcja holistycznego zdrowia to nic nowego, była częścią ludzkiego rozumienia zdrowia i choroby przez tysiące lat w różnych ujęciach: ajurweda w Indiach, tradycyjna medycyna chińska i grecki system medyczny. Starożytny grecki lekarz Hipokrates, ojciec medycyny zachodniej pisał, że ważniejsze od wiedzy, jaki rodzaj choroby ma dana osoba, jest wiedza, jaka osoba choruje. Odejście od holistycznego podejścia do zdrowia rozpoczęło się w połowie XIX w. wraz z odkryciem mikrobów jako przyczyny chorób. Nowa teoria mówiła, że przyczyną chorób są drobnoustroje nazywane zarazkami (wirusy, bakterie, grzyby).

Wtedy narodziła się współczesna medycyna z naciskiem na infekcyjne przyczyny chorób w miejsce fizjologicznego balansu i harmonii. Dało to naukom medycznym szerokie możliwości zwiększenia swojej roli w leczeniu choroby poprzez opracowanie szczepionek, kultur bakteryjnych, prześwietleń, leków przeciwbakteryjnych, sulfonamidów itp. Niestety to podejście całkowicie umniejszyło indywidualną odpowiedzialność za samoleczenie. Medycyna konwencjonalna góruje w leczeniu nagłych przypadków medycznych, niektórych zakażeń bakteryjnych, w zakresie opieki urazowej i wielu skomplikowanych technik chirurgicznych, ale zupełnie zawodzi w leczeniu chorób przewlekłych i nowotworowych. Największym dowodem na głębokość kryzysu w jakim się znaleźliśmy jest fakt, że zaakceptowaliśmy choroby przewlekłe jako normę pomimo iż są dowody na to, że wielu z nich można byłoby zapobiec. Centrum kontroli chorób w USA podaje, że 54% chorób serca, 37% nowotworów, 50% chorób mózgowych i 49% problemów miażdżycowych można byłoby uniknąć poprzez zmianę stylu życia.

Stres a choroba

Kanadyjski fizjolog Hans Selye opracował wzorzec reakcji na stres nazywany ogólnym zespołem adaptacyjnym (GAS). Trzy fazy zespołu GAS jasno pokazują, jak i dlaczego rozwijają się niemal wszystkie formy chorób.

Początkowa silna reakcja na każdy drażniący lub stresowy czynnik nazywana jest stadium reakcji alarmowej. Przykładowo kiedy mięśnie są przeciążone pojawia się ból, a następnie stan zapalny. W stanie zdrowia takie symptomy szybko przemijają, ponieważ zaczyna działać balansujący mechanizm homeostazy i samoregulacji. Jednak gdy mięśnie są regularnie przeciążane lub dodatkowo wystawione na stres z powodu innych czynników, zaczyna się proces adaptacji i dostosowania do działania w warunkach powtarzających się czynników stresowych. Ostatecznie ciało jako całość zaczyna się adaptować  i pojawia się druga faza – stadium odporności. Jest to faza bez objawów mogąca trwać przez wiele lat. Faza odporności trwa tak długo, jak na to pozwalają zasoby i rezerwy ciała. Możliwość ciągłego dostosowywania się i opierania chorobie zależy od indywidualnego garnituru genetycznego, niedoborów żywieniowych, urazów i chorób, przyjmowanych leków i operacji/zabiegów, które dana osoba przechodziła w życiu.

Kiedy mechanizm adaptacyjny danej osoby zaczyna się łamać, nadchodzi ostatni etap GAS znany jako faza wyczerpania. Przywołując ponownie przykład przeciążonych mięśni: jeśli  przeciążenie staje się chroniczne w fazie odporności, mięśnie stają się coraz mniej elastyczne i bardziej włókniste, przesuwając stres do punktu styku z kością. To powoduje dodatkowy ból, trudności z koordynacją i przeciążenie stawu. Pozostawienie mięśni w tym stanie powoduje przejście do fazy wyczerpania,  która może skutkować postępującym zwłóknieniem  i chronicznym zapaleniem przeradzającym się w gościec mięśniowo-ścięgnisty.

Następstwem mogą być  także problemy ze stawami,  mogą one wykazywać oznaki zapalenia ze względu na narażenie uszkodzeniami mechanicznymi  powodowanymi przez zaburzenia równowagi mięśniowej. Interakcja pomiędzy tym, co się adaptuje a indywidualnymi możliwościami kompensacji, decyduje kiedy i który poziom choroby dana osoba osiągnie. Inny przykład to leczenie wysokiego ciśnienia poprzez przepisywanie leków, które mogą skutkować czasowym obniżeniem ciśnienia krwi, ale jeśli jest ono powodowane stresem emocjonalnym albo nieodpowiednią dietą, przyczyny pozostaną nienaruszone i mogą spowodować inne problemy w organiźmie. Pomoc danej osobie w radzeniu sobie z emocjami oraz zmiana diety mogą być bardziej  skutecznym leczeniem długoterminowym. Dlatego optymalnym rozwiązaniem byłoby dotrzeć do przyczyny problemu, zwiększyć moc adaptacji i odporności, aby przywrócić do działania samoregulujące mechanizmy homeostazy.

Nasze ciała nie zostały skonstruowane do tego, by być chore, są one stworzone do samouzdrawiania i bycia zdrowymi. Nawet jeśli medycyna konwencjonalna mówi nam, że stan jest nieuleczalny albo jedyną opcją jest życie oparte na lekach aż do jego końca, z pogodzeniem się z całym spektrum efektów ubocznych. Zawsze jest nadzieja na poprawę lub nawet odwrócenie tendencji dzięki zmianie stylu życia, zdrowemu odżywianiu,  detoksyfikacji, niwelację nierównowagi strukturalnej oraz rozwiązanie problemów emocjonalnych.


Podziel się ze znajomymi
Share on FacebookShare on Google+Email this to someonePrint this page