O Poronieniach…

– Dziś porozmawiamy o bardzo trudnych i bolesnych sprawach – o stracie dziecka, ciąży: o poronieniach i aborcjach. Mam wrażenie, że i jedno, i drugie to tematy tabu, a przecież dotyczą ogromnej rzeszy kobiet. Zacznijmy od poronień: naukowcy biją na alarm, mówiąc, że roni coraz więcej kobiet. Dlaczego tak się dzieje?

– Statystyki mówią o 30 proc. ciąż poronionych, ale z mojego doświadczenia wynika, że jest ich znacznie więcej. Powiedziałabym, że roni co druga, trzecia kobieta. Przyczyn może być wiele. Jedno jest pewne, choć wiem, że może to zabrzmieć strasznie – kiedy ronimy, natura chroni nas przed życiem, które jest uszkodzone, które nie potrafiłoby osiągnąć pełni swojego potencjału. Na pierwszy rzut oka poronienie jest dla rodziców ogromnym dramatem; w rzeczywistości natura często chroni nas przed dalszymi problemami. Mówiąc inaczej, poronienie jest stratą, za którą kryje się ogromna pomoc.

– Jaka pomoc?

– Mamy szansę zmienić naszą świadomość. Zadajemy sobie pytanie, dlaczego tak się stało, dlaczego nie udało się utrzymać ciąży? Oczywiście należy wykonać badania ogólne, które wykluczą toksoplazmozę, chlamydię, określą poziom hormonów, ale w ponad 90 proc. przypadków wyniki badań bywają zadowalające i nie określają przyczyny poronienia. Kiedy tak się dzieje, należy zastanowić się, czy przyczyna nie leży w sferze psychiki.

– To znaczy?

– Ciąża wymaga zatrzymania się, zwolnienia tempa. Jeśli w życiu rodziców nie ma miejsca i energii na ciążę, ciąża bywa słaba i może obumrzeć. To znak od ciała, że należy się wzmocnić. Pamiętajmy też, że przyczyna poronień leży nie tylko po stronie kobiety – w 50 proc. to sprawa ojca. Jeśli mężczyzna pali papierosy, pije alkohol, ma duży stres w pracy, jego plemniki są słabe, co także może przyczynić się do poronienia. To samo z matką. Na pozór może się jej wydawać, że jest zdrowa, ale jeśli dokuczają jej na przykład zaparcia, bóle głowy, bezsenność czy ma kłopoty z porannym wstawaniem, to znak od ciała, że coś jest nie tak. Kobieta, która chce donosić ciążę, powinna być w pełni sił witalnych, mieć dobry sen i dużo radości. Ciało takiej kobiety z pewnością podoła macierzyństwu.

– Jak przygotować się psychicznie?

– Ludzie często ze sobą nie rozmawiają. Nie zadają sobie pytania, po co właściwie im dziecko. Czy są gotowi na poświęcenie, na nowe zobowiązania? Czy oboje pragną dziecka tak samo? Czy może zdecydowali się na nie z poczucia obowiązku albo dlatego, że drugie tego pragnie, że już czas albo rodzina naciska? A może dziecko ma zapełnić jakąś lukę w ich życiu, pustkę, która się między nimi wytworzyła? Moje pacjentki chcą dziecka, ale na poziomie nieświadomym jeszcze nie są na nie gotowe – a to jeszcze doktorat nieskończony, a to jeszcze kredyt niespłacony… Pamiętajmy, że sami kreujemy naszą rzeczywistość. A dziecko musi być kochane jeszcze przed poczęciem. Rozmawiajmy więc, poznawajmy swoje pragnienia i oczekiwania, wspierajmy się nawzajem i szukajmy kompromisów, które zadowolą oboje partnerów i obojgu dadzą poczucie bezpieczeństwa.

– Jak pogodzić się ze stratą dziecka?

– To bardzo trudne, zwłaszcza że nasze szpitale zazwyczaj lekceważą poronienia naturalne. Nie szanuje się cierpienia kobiet. Od pacjentek wiem, że strata dziecka to wielka trauma, ale jeszcze trudniejszy bywa dla nich późniejszy pobyt w szpitalu. Często kobiety z martwymi ciążami leżą na jednej sali z kobietami, które niedługo będą rodziły; zabiegi łyżeczkowania wykonuje się często bez znieczulenia lub w słabym znieczuleniu miejscowym; a co gorsza bywa że pytania kobiet dotyczące przyczyny poronienia zbywane są lekceważącym.

– Głośno ostatnio o pogrzebach nienarodzonych dzieci. Co pani o nich myśli?

– Myślę, że każdy powinien mieć prawo do pożegnania się ze swoim dzieckiem w sposób, jaki mu najbardziej odpowiada – czy to będzie zachowanie jakiejś pamiątki, pogrzeb czy inna ceremonia. Psychologiczne konsekwencje poronień wypartych, zlekceważonych mogą skutkować kolejnymi poronieniami. Przerażona i osamotniona w swoim lęku i rozpaczy kobieta może mieć kłopoty z utrzymaniem kolejnej ciąży. A jeśli uda się donosić kolejną ciążę do końca, dziecko może urodzić się obciążone lękiem matki. Żałoba, pożegnanie, zamknięcie – to bardzo ważne etapy.

– Często bywa tak, że kobieta roni trzeci, czwarty raz, a lekarz namawia ją, żeby zaszła w kolejną ciążę i od razu położyła się w szpitalu…

– Tak, mam bardzo wiele pacjentek, którym proponowano takie rozwiązanie. Zdesperowanym kobietom, które chcą być matkami, często zdaje się, że nie ma innego wyjścia. Lekarze nie dają żadnych gwarancji, że ciąża monitorowana w szpitalu się utrzyma, jednak kobiety są skłonne do każdego poświęcenia. Dziecko od pierwszych dni staje się pacjentem, a nie dzieckiem. Wydaje mi się, że jednak najlepszym rozwiązaniem jest poszukiwanie przyczyn pozamedycznych i holistyczne podejście do siebie, partnera i dziecka, na które się czeka.

– Jest też mnóstwo kobiet, które są w ciąży, ale nie chcą mieć dzieci.

– W dobrym związku mężczyzna ani kobieta nie odrzucą dziecka. Na niechciane ciąże są dwa sposoby: albo skuteczna antykoncepcja – jeśli decydujemy się na seks z wieloma partnerami lub z takim, którego nie jesteśmy pewne, albo świadomy wybór partnera, który będzie nas kochał i szanował, do którego będziemy miały bezgraniczne zaufanie.

– Rzeczywistość jednak bywa inna i wiele z nas decyduje się na aborcję.

– To prawda, od swojego ciała nie sposób uciec. W Polsce ze względu na restrykcyjną ustawę antyaborcyjną zabiegi wykonuje się nielegalnie, często w przerażających warunkach. Tak naprawdę bardzo mało wiemy o kobietach, które poddają się aborcji, nie znamy prawdziwych danych na temat liczby usuniętych ciąż. Jednak nie można ominąć bardzo znaczących konsekwencji dla psychiki niechcianego dziecka.

– Co ma pani na myśli?

– Biorąc pod uwagę odkrycia psychologii prenatalnej, wiemy, że dziecko w łonie matki żyje jej emocjami. Nietrudno się domyśleć, co czuje dziecko kobiety, która go nie chce i nie kocha, która nie ma poczucia bezpieczeństwa ani wsparcia ze strony najbliższych. W ten sposób powołujemy na świat ludzi, którzy – niekochani przez matkę – sami mogą mieć trudności z okazywaniem uczuc i nawiązywaniem zdrowych, bliskich relacji z innymi ludźmi. Ostatecznie chodzi nie tylko o życie, ale też o jego jakość.

– Czyli zgadza się pani, że istnieje „syndrom ocaleńca aborcyjnego”, o którym mówią obrońcy życia poczętego? Taki ocaleniec, czyli dziecko matki, która rozważała aborcję, a potem z jakichś przyczyn z niej zrezygnowała, całe życie będzie czuł się odrzucony i niekochany?

– Nie, nie mogę się zgodzić z taką teorią. Przecież kiedy matka jest w ciąży, jej sytuacja życiowa może ulec zmianie, poprawić się – wtedy wszystko, także jej uczucia i nastawienie do dziecka, może całkowicie się odmienić i dziecko może zaznać od niej miłości. Z moich obserwacji wynika, że najważniejsze dla ciężarnych jest wsparcie ze strony bliskich, ze strony partnera. Miałam taki wspaniały przypadek: raz w ciążę zaszła pewna siedemnastolatka. Ta dziewczyna dostała ogromne wsparcie od swojej matki. Przychodziły na wizyty razem, cieszyły się z faktu, że urodzi się dziecko. Dziewczyna urodziła naturalnie zdrowego, wielkiego synka. Dla mnie to było wspaniałe doświadczenie pokazujące, że nawet w takim wieku lat macierzyństwo może być cudem i że wsparcie najbliższych ma fundamentalne znaczenie. Jeśli matką ktoś ciągle pogardza za to, że jest w ciąży, te ataki są skierowane nie tylko na nią, ale także na dziecko.

– A czy aborcja ma później wpływ na płodność kobiety?

– Z medycznego punktu widzenia nie ma, oczywiście jeśli została wykonana dobrze, w higienicznych warunkach. Bywa, że kobieta, która wcześniej usuwała ciążę, ma później kłopoty z zajściem w kolejną, ale tu do głosu dochodzą raczej czynniki natury psychicznej, być może wyrzuty sumienia, być może jakieś niedokończone, niewyjaśnione sprawy. Każdy przypadek jest inny, trudno o uogólnienia.

– Ustawa antyaborcyjna godzi w naszą godność i jest przemocowa, ale zdaje się, że niewiele możemy zrobić. Co zatem radzi pani polskim kobietom?

– Powiem jeszcze raz – aborcja nie jest i nie powinna być środkiem antykoncepcyjnym. Niechcianym ciążom można dziś skutecznie zapobiegać i na tym powinnyśmy się skupić – na zmianie świadomości naszej i naszych córek, na antykoncepcji i odpowiedzialnym wyborze partnerów seksualnych. Jeśli będziemy postępować świadomie, zniknie problem niechcianych ciąż. Nie jestem za ustawą czy przeciw ustawie, ale za kobietą, za człowiekiem. Wszystko w naszych rękach.

[yuzo_related]

Kategorie: