W poszukiwaniu straconej płodności

Już ponad 20 lat mieszka Pani w Polsce i pracuje jako lekarz. Od dwóch dekad spotyka się Pani w gabinecie z Polkami, które doświadczają niepłodności i próbują  zajść w ciążę. Czy widzi Pani różnice w podejściu do płodności między nami a Hinduskami? 

Teraz te różnice są zdecydowanie mniejsze. Dlatego, by móc o nich powiedzieć, trzeba się cofnąć do czasu gdy Indie nie przesiąkły jeszcze kulturą zachodnią, do  momentu, gdy podejście do płodności oparte było na Ajurwedzie, a praktyki ajurwedyjskie były starannie przekazywane z pokolenia na pokolenie.

Czy to oznacza, że dopóki nie wkroczył Zachód, problem niepłodności nie istniał w Indiach?

Nie w takiej skali. A w każdym razie był inaczej rozwiązywany. Dopóki Zachód nie wkroczył ze swoimi zdobyczami technologicznymi i medycznymi, niezwykle istotny był duchowy wymiar przygotowania przed poczęciem.

 

Co ma Pani na myśli?

Na przykład różne ceremonie i rytuały podkreślały wyjątkowość tej chwili. Silnie była rozwinięta również wiedza dotycząca diety przed poczęciem. Tę najważniejszą wiedzę przekazywały przyszłym matkom starsze kobiety.

A dziś?

Dzisiaj kraje wschodnie, również Indie, są pod bardzo silnym wpływem europejskich metod medycznych. Eksperci opierają się głównie na wykorzystywaniu nowych procedur  w dziedzinie medycyny.

W miejsce Ajurvedy stosuje się In vitro.

 W Delhi jest dziś więcej klinik in vitro niż w jakimkolwiek miejscu na świecie – to wszystko jest ślepym wzorowaniem się na praktykach zachodnich. Bez zastanowienia się nad długofalowymi konsekwencjami. Jest ogromna przepaść pomiędzy dawnym a nowoczesnym podejściem.

 

Czy Pani zdaniem da się tę przepaść jeszcze zasypać?

 Nie wiem, czy to możliwe w skali globalnej, ale z pewnością możliwe w zakresie zmiany sposobu myślenia ludzi na poziomie jednostki.

 

Co ma Pani na myśli?

Na przestrzeni lat zapomnieliśmy o tym, że nie jesteśmy tylko ciałem. Owszem – ciało to nasza fizyczność, ale na nasze zdro

wie wpływają także emocje, relacje i inne czynniki, które mają olbrzymi wpływ na nasz system hormonalny i biochemiczny. Informacje, które są zawarte w człowieku, są bardzo skomplikowane i powiązane ze sobą. Układ limbiczny wysyła sygnały do podwzgórza, podwzgórze do przysadki, przysadka do jajników i nadnerczy, jajniki do macicy i dopiero wtedy, cały ten system działa sprawnie – można mówić o dobrym funkcjonowaniu.

 

Niewiele par w ten sposób podchodzi do planowania potomka.

Bardzo niewiele. Dziś ludzie mają najpierw na liście: pracę, mieszkanie, pieniądze, a gdy mają już wszystko decydują się na dziecko.

Co czwarta para na świecie dowiaduje się, że jest niepłodna. Czy medycyna zachodnia jest w stanie sobie z tym poradzić?

Lekarze zgodnie ze standardami leczenia niepłodności podejmują działania skupiające się na ciele. Badają pacjenta biochemicznie i fizycznie: sprawdzają narządy obrazowo, sprawdzają układ hormonalny, a jeśli wyniki odbiegają od normy, leczą „usterki”. Ale to nadal wykrycie tylko przyczyn biochemicznych, fizycznych i hormonalnych.

Czy sugeruje Pani, że zanim para zdecyduje się na in vitro, powinna równoległe prowadzić jakiś inny rodzaj terapii?

Proszę zauważyć, że bardzo często w klinice pojawiają się pacjenci, którzy mają idealne wyniki, a jednak nie potrafią zajść w ciążę. Oni też często słyszą, że jedyną metodą dla nich jest in vitro. Bez zastanowienia się nad innymi niż fizyczne przyczynami problemów zajścia w ciążę.

 

To co w takim razie robić, gdy wyniki badań są w porządku, a lekarz rozkłada ręce i proponuje in vitro?

Większość par, które trafiają także do mojego gabinetu, nie zdaje sobie sprawy, że poczęcie dziecka to proces. Młodzi ludzi, którzy nieustannie żyją w biegu i wszystko chcieliby mieć od razu – także dziecko- nie pojmują, że akurat ten aspekt wymaga spokoju, wyciszenia się, zatrzymania, zwolnienia tempa. Potrzeba czasu, by poznać swoje ciało, jego potrzeby, dostarczyć mu wraz z pożywieniem odpowiednich wartości odżywczych. Bo przecież one nie od razu wypełnią braki i uregulują układ hormonalny.

 

Czyli lekcja cierpliwości…

 Tak – i to czasem wielkiej cierpliwości i wielkich zmian w sposobie życia, funkcjonowania, opiekowania się własnym ciałem  – zarówno od zewnątrz, jak i od wewnątrz. Ta lekcja jest konieczna. Nie można pracować sześć dni w tygodniu, od rana do nocy, i codziennie jeść przetworzoną żywność, nie mieć czasu na spokojny obiad, na sen, na relaks. Jeśli nie wprowadzi się tych zmian albo zbagatelizuje ich znaczenie ta droga nie doprowadzi do celu do ciąży i dziecka.

 

A jak ten proces przygotowań do ciąży wyglądał w Indiach, zanim nastał czas medycyny zachodniej? Czy dziś można do czegoś takiego powrócić, zastosować albo czerpać inspiracje?

W medycynie zachodniej mamy procedury medyczne, a w medycynie wschodniej mamy procedury naturalne. Kiedyś ludzie stosowali tylko te drugie – żyli po prostu zgodnie z naturą i tak też przygotowywali się do poczęcia.

 

A konkretniej?

Młodzi wstępujący w związek małżeński mieli cały przekaz kulturowy który określał co mają jeść, pić, jak emocjonalnie i duchowo się przygotować.  Dzisiaj wiele par myśli, że będą żyły  nie słuchając potrzeb swojego organizmu, a w razie późniejszych problemów pójdą do lekarza, licząc, że problem po pigułce zniknie.

 

Czyli zanim in vitro – powrót do korzeni?

Powrót do korzystania z mądrości i doświadczenia wschodu.

Od czego zacząć?

Musimy zacząć od tego, czym karmimy nasz organizm. Większość z nas je żywność przetworzoną. Przyszli rodzice powinni starać się znaleźć czas na spokojny, ciepły posiłek przygotowany z wykorzystaniem tego, co sezonowe, świeże. Osoby starające się o dziecko powinny wdrożyć do swojej diety przede wszystkim zdecydowanie więcej warzyw. Oczywiście w zgodzie z porą roku, bo w zależności od niej jest ich dostępnych mniej bądź więcej.

Zimą mamy z tym problem i sięgamy po suplementy.

Bo to najprostsze rozwiązanie –  pójść do apteki i kupić zestaw niezbędnych witamin i minerałów. Tymczasem w warzywniaku mamy kiszonki, które są znakomite jesienią i zimą, bo nie tylko uzupełnią organizm w witaminy, ale również w probiotyki.

 

A Omega 3, Omega 6 oraz DHA?

W tłustych rybach, w oleju, który dodamy do sałaty. Wybierając taki olej należy jednak zadbać o to, aby był tłoczony na zimno, czyli by był nierafinowany – tylko takie oleje ZAWIERAJĄ Omega 3 i 6. Warto zastąpić również mąkę pszenną kaszami, które przecież kiedyś były często spotykane na polskich talerzach. Warto także pamiętać o dobrym jakościowo mięsie. A wszystko to powinno być z dobrego źródła, tak, by nie było nafaszerowane antybiotykami i innymi, szkodliwymi substancjami. W diecie nie powinno zabraknąć oczywiście orzechów, nasion i  owoców. Nie bagatelizujmy diety – ona naprawdę potrafi wyleczyć z wielu dolegliwości, a z pewnością wpłynąć na płodność. Znam wiele przypadków kobiet i mężczyzn, którzy przechodząc na zdrowe, zbilansowane i spokojne jedzenie pokonali niepłodność.  

 

A oprócz jedzenia na co jeszcze zwrócić szczególną uwagę?

Na tempo życia…

 

I tu wielu z nas powie, że to jest niewykonalne. A poza tym brzmi banalnie – podobnie jak zalecenie: mniej stresu.

Ja mogę tylko zapewnić, że warto spróbować. A jeśli motywacją do zmiany jest chęć posiadania dziecka, to zmiana rytmu i tempa życia jest niezbędna. Przyszli rodzice potrzebują odprężenia. Warto inwestować w swój relaks,  w zajęcia, które nas wyciszą.

 

Na przykład jakie?

Polecam wschodnie metody, czyli masaże – tajski czy ajurwedyjski – które nie tylko dbają o harmonię, ale również detoksykują organizm. Doskonała będzie także refleksologia stóp. Najważniejsze, że te „aktywności” wymuszają zatrzymanie się – doświadczenie spokoju, bezruchu. Dla niektórych osób może to być ciekawe doświadczenie: leżenie, bez pośpiechu i odczuwanie jak puszcza napięcie w mięśniach, a ciało odzyskuje lekkość.

 

A jak zadbać o relację w związku? Tu także powinna być równowaga.

Aby świadomie przygotować się do ciąży, konieczne jest obustronne zaangażowanie. Pragnienie dziecka powinno być wspólnym pragnieniem, a nie tylko kobiety. Warto uświadomić sobie, czy mamy jakieś wspólne lęki z tym związane, jakie mamy wyobrażenia, czego chcę ja, a czego partner. Czas oczekiwania na dziecko powinien być jednak przede wszystkim czasem radości, pozytywnych uczuć. Codziennego budzenia się do życia, a nie cofania i rozpamiętywania porażek. Warto przypomnieć sobie, co kiedyś wyzwalało w nas pozytywne emocje i je ożywić. Jeśli nie ma w nas głębszych blokad, to istnieje bardzo duża szansa na szybkie zajście w ciążę naturalnie.

 

A jeśli jednak są?

Jako lekarz-holistyk uświadamiam swoim pacjentom, że istnieją problemy w sferze emocjonalnej, nad którymi trzeba także szczególnie popracować. Zachęcam ich do ćwiczeń oddechowych, proponuję serię akupunktury i refleksoterapię. W mojej klinice działamy wspólnie z różnymi specjalistami i opieramy leczenie na całej gamie możliwości – oprócz wymienionych już metod, mamy także moksowanie czy rewelacyjny masaż Shiatsu. Te metody wyzwalają  w pacjentach pewność siebie i świadomość, że starają się o coś wyjątkowego.

 

Pani zdaniem, o czym pisała Pani w wielu swoich publikacjach, słowa mają moc.

Może wiele osób w to nie uwierzy, ale proponuję pewien eksperyment. Proszę powtarzać sobie przez jeden dzień: „Jestem nic nie warta. Jestem do niczego”. Zapewniam panią, że pod koniec dnia będzie się pani właśnie tak czuła: beznadziejnie, do niczego, zniechęcona i podłamana. A jeśli taka samoocena będzie nam towarzyszyć dłużej – w końcu w nią uwierzymy. Co dobrego może przydarzyć się człowiekowi, który nie wierzy sam w siebie?

Słowa to  neurotransmitery, które mogą wywoływać konkretne reakcje naszych układów. Bardzo często przychodzą do mnie pacjentki, które mają problem z zajściem w ciążę, a w rozmowie okazuje się, że jakiś ginekolog bardzo dawno temu powiedział tej kobiecie, że ma małą macicę i będzie jej ciężko zajść w ciążę. Mózg to wszystko rejestruje i pamięta. Słowa zamieniają się w przekonania, które ciało realizuje.

 

Czy to jest właśnie blokada psychologiczna?

 Tak, to właśnie powoduje, że blokujemy się psychicznie, a ciało staje się bezradne. Zablokowana psychicznie kobieta może mieć podręcznikowe wyniki, może czuć się świetnie fizycznie, ale przekonania w głowie mogą ją skutecznie blokować.

 

Jak można zdjąć taką blokadę?

Trzeba wypracować nowy sposób myślenia, nowe przekonania. Wprowadzić nowe pojęcia, słowa, zdania. Uruchomić pozytywną samoocenę. Ale to także wymaga zaufania ze strony pacjentki, że to ma sens, że jest to droga do osiągnięcia celu.

Wiele z nich mówi: czas ucieka, robię się starsza, może jestem za stara. Jest coś takiego jak presja otoczenia, że jeśli pierwsze dziecko, to zaraz po studiach. 25-latki jednak rzadko decydują się na założenie rodziny i ciążę, a potem, gdy stuknie im trzydziestka, trzydziestkapiątka – słyszą: trzeba było starać się wcześniej. Z drugiej strony nie da się ukryć, że im starsze jesteśmy, tym mniej płodne.

Według mnie niepłodność nie jest tylko kwestią wieku i tak jak mówiłam, wynika z bardzo wielu czynników. W swojej 20-letniej karierze zawodowej miałam bardzo wiele pacjentek, które dbały o siebie, miały udane relacje partnerskie i bardzo chciały mieć dziecko właśnie po 35 roku życia. Były bardzo świadome. Uważam, że nie można mówić, że wiek jest równoznaczny z ryzykiem. Dojrzały wiek może sprawiać, że kobieta jest spokojna, żyje w zgodzie ze sobą, ma dobrą relację z partnerem, więc wszystko zmierza do tego, że jest odpowiednio przygotowana, aby zajść w ciążę. Wiek jest czynnikiem wtórnym i z całą pewnością nie decydującym.

 

A choroby takie jak endometrioza? To bardzo częsta przyczyna trudności zajścia w ciążę. Pani jednak podchodzi do jej leczenia inaczej niż lekarze ginekolodzy.

Endometrioza jest bardzo złożoną chorobą. Często kojarzona jest z narządami rodnymi, jednak występowała u moich pacjentek także jako endometrioza w układzie moczowym, miednicowa albo jelitowa. Dlatego tej choroby nie można całkowicie wyleczyć.

 

A co Pani zdaniem należy robić, by zminimalizować jej skutki?

Chore na endometriozę powinny stosować dietę przeciwzapalną i zmienić swój styl życia na zdrowy. W moich terapiach wspieram takie pacjentki również naturalnymi hormonami, które na kolejnych etapach leczenia zastępuję ziołami. Wprowadzam  programy emocjonalno-biologiczne, które pokazują, że te osoby mają również blokady, którymi trzeba się zająć. Dzięki temu pacjentka świadomie podchodzi do choroby, zaczyna ją rozumieć i w kolejnym etapie zaczyna sobie świetnie z nią radzić. Kobiety borykające się z endometriozą otrzymują ode mnie wiele rozwiązań bezreceptowych. Jest to skuteczne – co potwierdza przyszłość, w której osiągają wymarzony cel, czyli dziecko.

 

Jeśli miałaby Pani dać jedną radę parom starającym się o dziecko, co by to było?

Wiele osób borykających się z niepłodnością jest skupionych tylko na tym, aby mieć potomstwo – to nie powinno być celem samym w sobie. Przede wszystkim osiągnijcie harmonię i równowagę – zarówno w sobie, jak i między sobą. Z taką samą uwagą zadbajcie o ciało i psychikę. Dziecko to wielka odpowiedzialność.

   

 


Wywiad przeprowadzony z dr Preeti Agrawal dla portalu NiepłodniRazem.pl
Podziel się ze znajomymi
Share on FacebookShare on Google+Email this to someonePrint this page